Sunday, 3 June 2012

A jubilant alien

It's the jubilee weekend! All of the UK is decorated with Union Jack bunting, the Queen is swamped with boats on the Thames (does she even like boats?), and I decided to honour the wonderful country that has hosted me for the past six years with a commemorative blog post. Especially since the weather also decided to celebrate the holidays - with a downpour, so I won't be attending street parties. 

Obchodzimy rocznicowy weekend! Cała Wielka Brytania przybrana jest chorągiewkami, królowa dostaje w prezencie paradę łodzi na Tamizie (ciekawe, czy w ogóle lubi łodzie), a ja oddaję hołd krajowi, który od sześciu lat jest moim domem. W dodatku pogoda również celebruje święto - na swój sposób: opadami, więc nie będę brać udziału w imprezach ulicznych.

As English as it gets: a thatched cottage with decoration, plus a patriotic gingerbread-man.
Bardzo angielsko: udekorowany domek kryty strzechą, plus patriotyczny ciastuś.


England is a funny, funny place. And the English are a very strange people. In 1940s, a Hungarian called George Mikes described and explained a lot of their quirks in a book which I still find surprisingly accurate. I am a happy alien in a strange land. One of the things which I have discovered while living here is the great British fondness for tea towels. They apparently make great souvenirs and are sold everywhere. In order to contribute to the British economy, I bought a little Jubilee tea towel - a pretty innocuous one, with a crown and some writing. However, there were others on sale: with the Queen's portrait, and with the Union Jack. I was tempted to buy them, but then I thought I'd feel a bit bad wiping stains with the Queen's face.

Anglia to dziwne i zabawne miejsce, a niektóre zachowania Anglików nadal pozotają dla mnie zupełnie niezrozumiałe. W latach 40-stych George Mikes, Węgier, opisał i wytłumaczył bardzo wiele angielskich dziwactw w książce, którą uważam za niespodziewanie aktualną nawet teraz. Sama natomiast zauważyłam angielskie uwielbienie do... ściereczek. Ścierki uchodzą za wspaniały upominek i sprzedaje się je wszędzie i przy każdej okazji. W ramach wkładu w brytyjską gospodarkę kupiłam rocznicową ściereczkę, z dość niewinnym nadrukiem korony i napisem. Obok sprzedawano inne wzory - portret królowej i flagę brytyjską.  Byłabym się skusiła, ale jednak głupio mi wycierać plamy twarzą królowej!


Stay jubilant!

9 comments:

  1. Wyspy to moje miejsce wymarzone! pewnie obchody na cześć królowej wyglądają bajecznie:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zapraszam :) Obchody faktycznie ciekawe - na ogół Anglicy nie afiszują się z flagami i królową, a teraz każda wystawa sklepowa jest udekorowana.

      Delete
  2. I'm sorry to hear it's raining on the Jubilee this weekend, dear Joanna. England is very lucky to be hosting an alien as beautiful and intelligent as you.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you, Shady! Well, the rain is to be expected. Rain-reign, the puns are endless...

      Delete
  3. Great shots - not making me homesick, not at all ;-)! Who's the photographer? X

    ReplyDelete
    Replies
    1. You'd have loved it! Did New Zealand celebrate much? There was a Maori boat at the pageant yesterday.

      And photos are by Adrian, of course.

      Delete
  4. Ich habe mich entschlossen, mein etwas anderes Leben aufzuschreiben.Es handelt von Krebs, bis zum Halbwaisen. Würde mich freuen über dein ein oder anderen Besuch.

    http://​ploetzlichhalbwaise.blogspot.de​/

    Mein Blog - Plötzlich Halbwaise -

    ReplyDelete
  5. Cudowny królewski klimat! Kocham Anglię i bardzo tęsknię za pozostawionymi tam przyjaciólmi, moimi miejscami w uroczym Exeter, kosmopolitycznym Londnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wpadaj następnym razem, jak będziesz w Londynie - do Oksfordu niedaleko.

      Delete

Thank you for commenting!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...